środa, 15 lipca 2015

Rozdział I

      Bracia spojrzeli na siebie ze zdziwieniem, a Kevin rzekł:
- Wszystko jest od dawna ustalone. To nasz koncert.
- Nasz koncert! - krzyknął jakiś brunet.
- Nie wińmy za to siebie, tylko organizatorów - wtrącił się Nick. - Widocznie chcieli upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Teraz nie będą mieć żadnej - powiedział przez zęby Joe, patrząc ze złością na R5.
- To co robimy?
- Żeby było jasne, nie zamierzamy odpuścić - mruknęła dziewczyna stojąca obok Rikera.
- My też nie.
Atmosfera była napięta, a do koncertu pozostawało coraz mniej czasu.
- Pójdźmy na kompromis.
Joe zerknął na młodszego brata z niedowierzaniem, po czym szepnął, jednak na tyle głośno, że wszyscy to usłyszeli:
- Fani nie będą zachwyceni. Nie wydali tych pieniędzy, żeby zobaczyć inny zespół.
- Joe, nie bądź egoistą.
Przez chwilę cała ósemka stała tak w milczeniu, gapiąc się na siebie i czekając, aż ktoś wymyśli coś mądrego.
- Zagrajmy ten koncert wspólnie - powiedział blondyn. - Tak w ogóle, jestem Ross. Powinniśmy się chyba poznać, skoro okoliczności sprawiły, że jesteśmy tu razem.
Kilka sekund później reszta zespołu również zaczęła się przedstawiać. Rydel, Rocky, Ellington, a następnie Nick, Joe i Kevin.
- Mamy kilka godzin, trzeba ustalić, kto kiedy wchodzi.
Joe stanął z tyłu, za braćmi, jakby w ogóle nie chciał się wtrącać, a Ross przeczesał włosy palcami i stwierdził:
- Wyjdźcie pierwsi. My dołączymy chwilę później. Moglibyśmy zagrać jeden kawałek wspólnie...
- Jak to sobie wyobrażasz? - spytał Rocky. - Chyba nie masz zamiaru w dwie godziny napisać piosenki.
Blondyn uśmiechnął się podejrzanie.
- Nie, ale możemy wykonać cover.
Joe zmarszczył brwi i powiedział:
- Nadal nie jestem przekonany, czy to dobry pomysł.
Nick spiorunował brata spojrzeniem. Nie rozumiał jego zachowania. Dlaczego był tak chłodny dla nich?
- Joe, to jest jedyne wyjście - stwierdził Kevin, spoglądając kątem oka na R5.
Brunet zmrużył oczy i niechętnie pokiwał głową.
- Zgoda - mruknął cicho.
- A więc umowa stoi.

~*~

       Publiczność zgromadziła się już na sali w oczekiwaniu na koncert. Atmosfera była gorąca, a wokół unosił się sztuczny dym. Nagle reflektory rozbłysły i oświetliły scenę na kolorowo. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na występ swoich idoli... jednak nie wiedzieli jeszcze, że nie będzie to wyglądać tak, jak się spodziewali. Po chwili na scenę wyszła trójka muzyków. Część fanów obserwowała wszystko ze zdziwieniem, a reszta cieszyła się, słysząc już pierwsze nuty piosenki; nie był to jednak utwór Jonas Brothers. Kilkanaście sekund później oczom zgromadzonych ukazało się pięć kolejnych osób. Obydwa zespoły były już na scenie w pełnym składzie, po sali rozniosły się dźwięki gitar, a następnie głosy Nicka, Kevina i Joe'go;

Lately I've been, I've been losing sleep
Dreaming about the things that we could be
But baby I've been, I've been prayin' hard
Said no more counting dollars
We'll be counting stars
Yeah, we'll be counting stars 

(...)

Po chwili dołączyli także R5;

Take that money 
Watch it burn
Sink in the river
The lessons I've learned
Take that money
Watch it burn
Sink in the river 
The lessons I've learned...*


Fanki zaczęły głośno piszczeć. Nie spodziewały się zapewne, że tego wieczoru będą na koncertach dwóch zespołów. Światła ich telefonów komórkowych i aparatów przypominały morze w nocy oświetlone przez księżyc, ich blask kontrastował z ciemnością pomieszczenia. Tego wieczoru wszystkie troski i problemy zniknęły, zmartwienia stały się nieważne. Liczyła się tylko ta chwila, tu i teraz, gdy stały blisko sceny, blisko swoich idoli, blisko jednych z najważniejszych osób w ich życiu, które jednak jeszcze niedawno były tak dalekie. Wszystko wydawało się pięknym snem, z którego niedługo się obudzą, a tymczasem to działo się naprawdę. Jakby chcąc to udowodnić, Joe wziął jednej z fanek telefon, po czym nagrał siebie i wszystko dookoła, a następnie oddał uradowanej dziewczynie, która zaczęła piszczeć 
jeszcze głośniej, niż dotychczas. Widząc to, Ross i Riker w pewnym momencie bez namysłu rzucili się ze sceny prosto w tłum. Wtedy piosenka dobiegła końca, a obydwa zespoły przedstawiły się publiczności życząc udanej zabawy.

~*~

- I jak samopoczucie po koncercie? - Riker objął swoją siostrę, głupkowato się uśmiechając. 
Rydel przewróciła oczami.
- Czuję się spełniona - mruknęła żartobliwie, strzepując jego rękę ze swojego ramienia.
- Ale tak naprawdę to daliśmy czadu - wtrącił się Kevin. 
Wszyscy wokoło pokiwali głową.
- Czyli niby teraz idziemy się upić za nasze "zwycięstwo"? - dziewczyna zrobiła cudzysłów w powietrzu.
- Trafiłaś w sedno, siostrzyczko.
Rocky pstryknął palcami, spoglądając przed siebie. 
Mimo mgły dało się zauważyć neonowy napis, przedstawiający nazwę baru, widniejący na przedniej ścianie budynku.
Delly westchnęła przeciągle. 
- Ross, cholera jasna, bądź ty jeden mądry i przemów tym półgłówkom do rozumu!
Blondyn uśmiechnął się krzepiąco.
- Spokojnie, jak coś to przecież masz nasze numery telefonów.
Cała siódemka mężczyzn wyprzedziła biedną Rydel i pobiegła w stronę baru. Dziewczyna machnęła lekceważąco ręką i ruszyła w przeciwna stronę. 
- Jak sobie coś zrobią, to już nie będzie moja wina.
Blondynka włożyła dłonie w kieszenie jeansów i wpatrując się w gwieździste niebo, przyspieszyła kroku. Już nie przejmowała się swoimi braćmi i co będą wyczyniać wraz z Jonas Brothers, ale teraz bała się o siebie. Przecież była noc, jeszcze ktoś mógłby ją napaść.
Nagle zerwał się porywisty wiatr. Blondynka zmrużyła oczy i założyła kaptur na głowę, który niestety nie uchronił jej przed zburzeniem fryzury. Rydel odgarnęła zwisający kosmyk włosów za ucho. Przeszedł ją dreszcz, gdy poczuła czyjeś ręce na swoich biodrach.
- Bu!
Dziewczyna krzyknęła głośno, błyskawicznie się odwracając, przy czym uderzyła, jak się okazało Ellingtona w nos.
- Boże, przepraszam!
Chłopak chwycił się za swój krwawiący nos i mruknął coś niezrozumiałego. Oszołomiona Rydel wyciągnęła z kieszeni chusteczki i podała swojemu przyjacielowi.
Ratliff otarł chusteczką spływającą krew i spojrzał na dziewczynę.
- Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra.
Blondynka głośno prychnęła.
- Z chęcią trzepnęłabym cię jeszcze raz - mruknęła. - Chodźmy do hotelu, zobaczymy czy to coś poważnego.
Ellington uśmiechnął się kwaśno i ruszył za swoją przyjaciółką. Szli przez kilka minut w milczeniu, zupełnie jakby bali się do siebie odezwać. Dziewczyna poprawiła kaptur i cicho westchnęła.
- Dlaczego z nimi nie poszedłeś?
- Miałbym cię puścić samą, abyś szlajała się po nocy? Żartujesz sobie ze mnie?
Delly zmarszczyła nos.
- Nie jestem już małą dziewczynką, Ell.
- Wiem, ale teraz ulice są niebezpieczne - zauważył.
Dziewczyna spojrzała na niego uważnie.
- Mówisz jak mój ojciec - parsknęła śmiechem, lecz po chwili uśmiech zszedł z jej twarzy. - A co jeśli złamałam ci ten nos? Nie wygląda dobrze.
Ratliff wzruszył ramionami.
- Wtedy kupisz mi paczkę żelków na przeprosiny. - Uśmiechnął się zawadiacko. - I muszą to być Haribo.
Rydel zmrużyła oczy.
- Zgoda.
Dziewczyna odwróciła głowę i patrzyła w jeden punkt przed sobą, gdzie powoli wyłaniał się ich hotel.
- Chodź, muszę ci to opatrzyć - powiedziała i pociągnęła oszołomionego Ellingtona za rękę.

~*~

- Stary Donald farmę miał! 
- Ija ija oł! - zaśpiewali wszyscy chórkiem, po czym wybuchnęli głośnym śmiechem, za którego na pewno mogli dostać z buta za obudzenie pół osiedla w środku nocy. Pijani, nie wiedzieli nawet gdzie szli. Prostując, przechadzali się po całym Londynie, doprowadzając swoimi krzykami obudzonych mieszkańców do szału. 
- A teraz idziemy na jednego!
- A teraz idziemy wódkę pić!
Wszyscy spojrzeli po sobie i chwytając się za brzuchy, głośno się zaśmiali.
- Ej! Mam super-hiper-diper pomysł! - Uśmiechnął się zawadiacko Rocky. - Chodźmy wystraszyć Rydel! 
Po chwili dało się słyszeć radosne okrzyki. W tym samym czasie wszyscy odwrócili się na pięcie, o mało co nie upadając i ruszyli, tak jak się im to wydawało, w stronę swojego hotelu.
Szli flegmatycznie, zupełnie jakby nie panowali nad swoimi nogami. Po części tak było.
- Jaki mamy plan? - spytał Kevin, uśmiechając się od ucha do ucha.
Riker machnął lekceważąco ręką.
- Coś się wymyśli!
I nagle odgłosy syren zadudniły im w uszach, powodując niesamowity ból głowy. Z zakrętu wyjechał radiowóz, a grupkę mężczyzn aż wryło w ziemię. Dopiero, gdy samochód zatrzymał się obok nich, ocknęli się.
- Chyba mamy kłopoty - jęknął Nick i upadł na kolana w tym samym momencie, kiedy z samochodu wysiadło dwóch policjantów.
- Dobry wieczór. Aspirant Snow, a mój kolega to posterunkowy Grow. Dostaliśmy zgłoszenie, że panowie zakłócają ciszę nocną. Proszę z nami.

*OneRepublic - Counting Stars
~~~~

Hej!
Tym razem piszę także w imieniu sunrise :D
Jak wam się podoba pierwszy rossdziau? 
Myślę, że nie jest najgorszy. 
Ale opinia należy do was. 
Prosimy o szczere komentarze. c;
~ remedi

4 komentarze:

  1. Super rozdział, cudownie piszecie!! :-D
    Nie mogę się doczekać next'a
    Zapraszam do mnie:
    http://r5-i-siostry-marano.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział :*
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział *.* awww jaram sie.
    Końcówka najlepsza ;> hihi

    OdpowiedzUsuń
  4. Super !! Czekam na next !! Macie talent :) Zapraszam do siebie http://raurainnahistoriaa.blogspot.com/2015/07/rozdzia-vi_23.html :)

    OdpowiedzUsuń